źródło: pixbay.com
Firmy płacą za to, żeby ktoś próbował się do nich włamać. Brzmi absurdalnie — ale to jeden z szybciej rosnących segmentów rynku IT w Polsce. Tester penetracyjny, czyli etyczny haker, jest dziś na wagę złota. Dosłownie.
Pentesting to kontrolowane atakowanie systemów informatycznych na zlecenie ich właściciela. Cel: znaleźć dziury zanim zrobi to ktoś nieuprawniony.
W praktyce wygląda to tak: firma zleca audyt swojej infrastruktury, tester dostaje zgodę i zdefiniowany zakres, a następnie przez kilka dni próbuje się dostać tam, gdzie nie powinien móc wejść. Na końcu pisze raport z listą luk i rekomendacjami.
Według danych z ogłoszeń na Pracuj.pl i NoFluffJobs z pierwszego kwartału 2025 roku:
To stawki wyraźnie powyżej mediany IT w Polsce. A rynek regularnie zgłasza braki kadrowe.
Nie ma jednej ścieżki, ale pewne elementy pojawiają się w każdym ogłoszeniu na juniora:
Największy błąd osób wchodzących w security to kupowanie certyfikatów bez praktycznych podstaw. Certyfikat potwierdza wiedzę — nie zastępuje jej.
Terminal Linux to fundament. Jeśli nie czujesz się swobodnie z wierszem poleceń, każdy kolejny krok będzie trudniejszy. Dlatego dobry kurs pentestingu zaczyna od budowania praktycznych nawyków z terminalem — tak, żeby narzędzia security stały się naturalne, nie przeszkadzały w nauce.
Przy konsekwentnej nauce — 6 do 12 miesięcy do poziomu, który pozwala aplikować na juniora. To realistyczny horyzont dla kogoś, kto poświęca temu wieczory i weekendy.
Branża security nie patrzy na dyplom. Patrzy na to, co potrafisz zrobić w praktyce.